Sycylia, Rzym, Pompeje… zastanawiam się gdzie jeszcze poniesie mnie 2015 rok…

Myśle, że to idealny moment aby pozdrowić dwie osoby bez których ten wyjazd by się nie udał, Panią Parasolkę i strażnika wyjazdu panią Beti.

Zaczęliśmy Parkiem rozrywki koło Ravenny, potem czas na autokarową saunę, żeby po kolejnych 12h dotrzeć do San Saba na Sycylii. A tam co? Smażing, plażing i doskonalenie mojego francuskiego.

(cdn.)

Advertisements

Grecja 2011, czyli szybki powrót do czasów podstawówki…?

Moja podróż do Grecji, skojarzyła mi się z powrotem do 1 klasy podstawówki. Dlaczego ? Odpowiedź jest prosta… cyrylica na Serbii i grecki alfabet.

Pierwsza daleka podróż chyba każdemu zapada głęboko w pamięć. Dopóki nie przekroczylismy granicy macedońsko-greckiej, trudno było mi uwierzyć w to, że wkońcu wyrwałem się po za obszar krajów słowiańskich. Grecja… upalne miejsce na ziemi, gdzie rządzi siesta.

20’C W autokarze, po opuszczeniu go, żarówka. Godzina 8 rano i juz 30 stopni w słońcu. To mi sie podoba! Patrząc na roślinność… wszystko co nie pielęgnowane ręką ludzką – uschnięte. Teraz pora tylko przetestować mój łamany angielski!

Spokój, słona woda i loukoumades. Te trzy rzeczy idealnie moim zdaniem opisują Grecje. Grecy są na ogół spokojni, chętni do pomocy ale też wyznają zasadę “Co masz zrobić dziś zrób pojutrze…” Słona woda ? Niby nic specjalnego, ale ta z morza Egejskiego, kiedy pierwszy raz dostanie ci się do ust, naprawdę potrafi zmienić twój wyraz twarzy. I “pączki do rączki” czyli greckie loukoumades. Nic nie smakuje lepiej w południe niż ciepły grecki pączuszek w miodzie czy rozpływający się w ustach pączek z nutellą.