Trochę o Brukseli, czyli co słychać u byłego premiera?

Wyjazd do Brukseli, był jednym z najbardziej niespodziewanych w moim życiu. Uczelnia zaproponowała nam krótkoterminowy staż. Chętnych było wielu, lecz mało komu chciało się chodzić na spotkania organizacyjne. Koniec końców, przychodzi do nas doktorant i informuje o ostatnich 5 wolnych miejscach. Nie wahałem się ani sekundy, pobiegłem zapłaciłem i 2 tygodnie pózniej jechałem do stolicy Europy

Ekskluzywny autokar, wszędzie dookoła garnitury a z przodu śmietanka towarzyska, czyli najbardziej pogodni i rozrywkowi doktorzy naszej uczelni.

Dzień pierwszy – Holandia. Tu dowiedzieliśmy się ile rzeczy może powstać z jednego małego ziemniaczka. Krótkie wykłady oczywiscie w języku angielskim, prezent od Holenderskiego św. Mikołaja, pamiątkowe foto i ruszamy w dalszą drogę.

Pod wieczór – Bruksela. Hostel na poziomie europejskim, aczkolwiek europejskim z ubiegłego stulecia, ale do przeżycia. Nocą zwiedzanie Brukseli a od rana mnóstwo spotkań. Kolejny dzień ? Identyczny.

(cdn.)