Londyn 2012, czyli szybki kurs angielskiego w praktyce.

Wycieczka szkolna i długa podróż w autokarze, to najlepsze co mogło mnie spotkać w gimnazjum. Z pewnością będę miał co wspominać na statość. Po pierwsze wyborne towarzystwo, po drugie urwany podnóżek, a po trzecie podróż przez Eurotunnel.
Ruch lewostronny, małe jednorodzinne domki i mnóstwo Mini Couper’ów to pierwsze co zobaczyłem opuszczając Eurotunnel, będąc na terytorium Wielkiej Brytanii. Coś w tym jest- pomyślałem, widząc całkiem inny świat.

Trudno opisać emocje, które towarzyszyły mi przez cały wyjazd. Londyn jest miastem niezwykłym. Ma swój klimat, który aby zrozumieć trzeba przeżyć. Moje pierwsze multikulturowe miasto, gdzie można spotkać cały świat.

(cdn.)

 

Grecja 2011, czyli szybki powrót do czasów podstawówki…?

Moja podróż do Grecji, skojarzyła mi się z powrotem do 1 klasy podstawówki. Dlaczego ? Odpowiedź jest prosta… cyrylica na Serbii i grecki alfabet.

Pierwsza daleka podróż chyba każdemu zapada głęboko w pamięć. Dopóki nie przekroczylismy granicy macedońsko-greckiej, trudno było mi uwierzyć w to, że wkońcu wyrwałem się po za obszar krajów słowiańskich. Grecja… upalne miejsce na ziemi, gdzie rządzi siesta.

20’C W autokarze, po opuszczeniu go, żarówka. Godzina 8 rano i juz 30 stopni w słońcu. To mi sie podoba! Patrząc na roślinność… wszystko co nie pielęgnowane ręką ludzką – uschnięte. Teraz pora tylko przetestować mój łamany angielski!

Spokój, słona woda i loukoumades. Te trzy rzeczy idealnie moim zdaniem opisują Grecje. Grecy są na ogół spokojni, chętni do pomocy ale też wyznają zasadę “Co masz zrobić dziś zrób pojutrze…” Słona woda ? Niby nic specjalnego, ale ta z morza Egejskiego, kiedy pierwszy raz dostanie ci się do ust, naprawdę potrafi zmienić twój wyraz twarzy. I “pączki do rączki” czyli greckie loukoumades. Nic nie smakuje lepiej w południe niż ciepły grecki pączuszek w miodzie czy rozpływający się w ustach pączek z nutellą.